poniedziałek, 25 marca 2013

Półmaraton. Rok temu i wczoraj


Hmm... Jakbym miał napisać definicję słowa „postęp” to rok temu bym powiedział biegaj więcej i więcej i więcej. Dzisiaj patrzę na to już trochę inaczej.
Rok temu olbrzymią satysfakcję sprawiło mi juz samo przebiegnięcie półmaratonu. Ośmielony pod tegoroczny start postawiłem sobie wyraźne cele. Przygotowując się do niego wszyscy pytali mnie „biegałeś wczoraj? ile przebiegłeś?” a ja nie bardzo potrafiłem na to pytanie odpowiedzieć. Nie dlatego że nie wiedziałem. Rok temu przebiegałem 40 km tygodniowo. I określenie „przebiegałem” jest wyczerpujące aby określić typ mojej aktywności.  I wtedy łatwo było na tak postawione pytania odpowiadać. W tym roku przez ostatnie kilka tygodni przed startem przebiegałem 50-60 km tygodniowo. Ale w ramach tego były i spokojne  przebieżki / wybiegania, minutówki, interwały, podbiegi. Dodatkowo raz w tygodniu chodziłem do pracy na piechotę (ok 4km x 2). Plus trochę zdrowsze jedzenie (kierujac sie prostymi mozliwymi do wykonania zasadami – bez alkoholu, bez tłustych potraw, smażonych, bez słodyczy. Kolacja jest ostatnim posiłkiem, tzn bez podjadania po niej). W ciągu stosowania diety tj od początku stycznia do dzisiaj -5kg. W sumie od października 2011 -13kg. W końcu osiągnąłem BMI<25. Radość… zwłaszcza, że nie stosowałem tych zasad z fundamentalistycznym podejściem. Zdarzały się bowiem odstępstwaJ
To, że w tym roku przebiegłem o 17 minut szybciej to właśnie zasługa tych wszystkich elementów a nie tylko sumy kilometrów. Po 1,5 roku biegania mam wrażenie, że zyskujemy coś więcej niż tylko poprawę jakości biegania: zyskujemy świadomość  siebie.  A szukając dookoła  inspiracji, które mają stymulować nas i utrzymywać pasję biegania sami dla siebie nią się stajemy. I dobry humor na stałe nam towarzyszy jako stan umysłu. Ba - nawet nie przeszkadza -4C podczas śnieżnego „wiosennego” półmaratonu.
I co teraz? Za niecałe 4 tygodnie Orlen maraton. To tez będzie mój drugi. Dzisiaj i jutro jeszcze przerwa w treningach. Ale od środy znów wskakuję w buty.
Moja koleżanka z pracy po raz pierwszy przebiegła wczoraj połówkę. Jest pewnie w zyciowej formie zatem czemu nie skorzystać z niej i nie pobiec dalej... Dla tych którym tez chodzi to po głowie ciekawy artykuł : http://www.bieganie.pl/?show=1&cat=274&id=4746

A jesli czytacie to i dopiero chcecie zacząć biegać to zróbcie to dzisiaj. Od razu po pracy. Na pewno znajdziecie jakieś buty w szafir i dres. Każdy kto próbuje cokolwiek ze sobą zrobić dla zdrowia, aktywności zasługuje na ogromny szacunek. Gwarantuję Wam, ze juz za kilka tygodni poczujecie ogromny przypływ dumy z efektów jakie osiagacie.
Biegajcie bo wartoJ
I do zobaczenia gdzieś na trasie…
Rafał

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz