niedziela, 31 marca 2013

Mój drugi maraton

Zostały trzy całe tygodnie do Orlenu. Kilka tygodni temu podczas przygotowań do Warszawskiego Półmaratonu wpadł mi do głowy szalony pomysł: Może nie jeden maraton rocznie a dwa? To dobra okazja bo byłem w szczycie przygotowań i wystarczyłoby tylko trochę zmodyfikować trening. Szybka decyzja: startuję. Cel spokojny 4:15-4:30 (rok temu 4:37) zwłaszcza, ze po południu mam biec w sztafecie Ekiden na 5 km. To bedzie dla mnie pierwszy sprawdzian czy mogę mysleć o czymś więcej niz maraton za dwa lub trzy lata.

Ale wróćmy do rzeczywistości:  Niedziela  31marca 2013: długi bieg
W sobotę nastawiłem budzik na  5:45. Na dodatek tej nocy była zmiana czasu i niestety przytrafiło mi się tylko 6 godzin snu… Trochę mało. Ale skoro już zadzwonił to wstanę. Początkowo na czworaka ale z każdym metrem gdy zbliżałem się do łazienki odbywałem przyspieszoną ewolucję do dwunożnego homo sapiens.
Po wyjściu z łazienki podszedłem do okna aby sprawdzić warunki. Zima i zimno. No ale skoro jest zima to musi być zimno. Ale najciekawsze w tym jest to , że wcale to nie jest zima. Rok temu zimowe ciuchy do biegania były już dawno spakowane  na kolejny sezon. A teraz… szkoda gadać. Ubrałem się zjadłem banana, garść daktyli, popijając szklanka wody. Nastepnie rozgrzewka, rozciąganie. Spojrzałem na lodówkę, na której przykleiłem sobie rozpisany trening. Dzisiaj jedna z dłuższych tras: 16 km + interwały. Święta nie Święta, a trening zrobić trzeba.
Wyszedłem z bloku. Jest juz jasno, ale zimno. Nie ma co stać. Ruszam. Po kilku minutach biegu zaczyna się robić ciepło. Nabieram właściwego rytmu i można biec. Podczas całego biegu spotkałem może kilkanaście osób. Pusto. Na ulicach też mało samochodów. W przejeżdżających autobusach po kilkoro pasażerów (swoją drogą ciekawe czy MZA robi bilans korzystających w takie dni świąteczne jak dzisiaj).  Dopiero po kilkunastu minutach poprawił mi się humor gdy zobaczyłem innych podobnych do mnie. Chłopak w żółtej bluzie,  też z termosem, i dziewczyna biegająca z psem. Fajny patent. I pies ma radochę.
Pomyślałem sobie – nie tylko ja wygrałem dzisiaj z Morfeuszem.
Jak sobie radzę z długimi wybieganiami podczas mrozów i piciem? Dopracowałem się dobrego napoju: gorąca herbatka owocowa, wyciśnięta połówka cytryny i dwie czubate łyżki miodu (porcja na pół litra wody). Przy kilkunastostopniowym mrozie pół godziny po wybiegnięciu gorąca początkowo herbata już nadawała się do picia. Niestety po dwóch godzinach była już ledwo ciepła. Przy takich temperaturach około zera taki napój tez się dobrze sprawdza. Bieganie z butelką izotonika,  który po kilkudziesięciu minutach biegania staje się lodowaty nie daje komfortu picia. Od kilku miesięcy zamiast żelu zabieram ze sobą daktyle albo rodzynki. Dobra przekąska w trakcie.
Dieta. To ważny składnik biegania. Na kazdym kroku przekonuję się, że niemniej niż sam trening. I nieważne czy ćwiczymy po to by uśmiechać się stajac od czasu do czasu na wadze czy po to by lepiej, dalej i szybciej biegać.
Skoro wiosna się nam nie sprawdza to .... byle do lata:-)
R

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz