Ale wróćmy do
rzeczywistości: Niedziela 31marca 2013: długi bieg
W sobotę nastawiłem budzik
na 5:45. Na dodatek tej nocy była zmiana
czasu i niestety przytrafiło mi się tylko 6 godzin snu… Trochę mało. Ale skoro już
zadzwonił to wstanę. Początkowo na czworaka ale z każdym metrem gdy zbliżałem
się do łazienki odbywałem przyspieszoną ewolucję do dwunożnego homo sapiens.
Po wyjściu z
łazienki podszedłem do okna aby sprawdzić warunki. Zima i zimno. No ale skoro
jest zima to musi być zimno. Ale najciekawsze w tym jest to , że wcale to nie
jest zima. Rok temu zimowe ciuchy do biegania były już dawno spakowane na kolejny sezon. A teraz… szkoda gadać.
Ubrałem się zjadłem banana, garść daktyli, popijając szklanka wody. Nastepnie rozgrzewka, rozciąganie. Spojrzałem na lodówkę, na której przykleiłem sobie rozpisany trening. Dzisiaj jedna z dłuższych
tras: 16 km + interwały. Święta nie Święta, a trening zrobić trzeba.
Wyszedłem z bloku. Jest juz jasno, ale zimno. Nie ma co stać. Ruszam. Po kilku minutach
biegu zaczyna się robić ciepło. Nabieram właściwego rytmu i można biec. Podczas
całego biegu spotkałem może kilkanaście osób. Pusto. Na ulicach też mało
samochodów. W przejeżdżających autobusach po kilkoro pasażerów (swoją drogą
ciekawe czy MZA robi bilans korzystających w takie dni świąteczne jak dzisiaj). Dopiero po kilkunastu minutach poprawił mi
się humor gdy zobaczyłem innych podobnych do mnie. Chłopak w żółtej bluzie, też z termosem, i dziewczyna biegająca z
psem. Fajny patent. I pies ma radochę.
Pomyślałem sobie –
nie tylko ja wygrałem dzisiaj z Morfeuszem.
Jak sobie radzę z
długimi wybieganiami podczas mrozów i piciem? Dopracowałem się dobrego napoju:
gorąca herbatka owocowa, wyciśnięta połówka cytryny i dwie czubate łyżki miodu
(porcja na pół litra wody). Przy kilkunastostopniowym mrozie pół godziny po
wybiegnięciu gorąca początkowo herbata już nadawała się do picia. Niestety po
dwóch godzinach była już ledwo ciepła. Przy takich temperaturach około zera
taki napój tez się dobrze sprawdza. Bieganie z butelką izotonika, który po kilkudziesięciu minutach biegania
staje się lodowaty nie daje komfortu picia. Od kilku miesięcy zamiast żelu
zabieram ze sobą daktyle albo rodzynki. Dobra przekąska w trakcie.
Dieta. To ważny składnik biegania. Na kazdym kroku przekonuję się, że niemniej niż sam trening. I nieważne czy ćwiczymy po to by uśmiechać się stajac od czasu do czasu na wadze czy po to by lepiej, dalej i szybciej biegać.
Skoro wiosna się nam nie sprawdza to .... byle do lata:-)
R

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz